Drzwi do sali otwierają się cicho i przez pierwsze kilka sekund wydaje ci się, że wszedłeś do pracowni rzemieślniczej, nie do przedszkola. Hania, cztery i pół roku, klęczy na zwiniętym z rolki dywanie przy niskiej półce i przenosi wodę z małego dzbanka do trzech szklanek ustawionych w rzędzie — powoli, obiema rękami, z twarzą osoby wykonującej precyzyjną pracę. Kilka kroków dalej Antek rozwinął własny dywan na środku podłogi i układa na nim różową wieżę, kostka po kostce, od największej do najmniejszej. Nauczycielka siedzi bokiem przy stoliku przy oknie, notuje coś w małym zeszycie i nie odzywa się. W pomieszczeniu nie ma tablicy, nie ma biurka dorosłego zwróconego „do klasy” i nie ma jednego miejsca, z którego rozpoczęłoby się zajęcia — ta sala po prostu nie ma frontu.
To obraz, o który pyta rodzic wpisujący w wyszukiwarkę frazę „sala montessori”: nie definicję pojęcia, lecz układ pomieszczenia, które da się obejść wzrokiem i przejść w poprzek. Ta strona odpowiada na to pytanie przestrzennie — jakie strefy widać od progu, gdzie stoją materiały, dlaczego półki są niskie i otwarte, co kontrola błędu ma wspólnego z układem półek oraz jak ta sama logika urządzenia zmienia się między salą dla maluchów a salą dla starszych dzieci. Jeżeli twoje pytanie jest szersze — czym jest przygotowane otoczenie jako pojęcie pedagogiczne, wraz ze wszystkimi jego zasadami — odpowiada na nie osobna strona Przygotowane otoczenie w Montessori. Jeżeli zaś urządzasz pokój dziecka w domu, tym pytaniem zajmuje się osobny przewodnik Pokój dziecka w duchu Montessori. Tu zostajemy wewnątrz placówki.
Co widzi rodzic, który wchodzi do sali Montessori?
Rodzic stojący w drzwiach sali Montessori widzi pomieszczenie bez centrum dowodzenia: nie ma stołu nauczycielki, tablicy ani wyznaczonego dywanu, na którym „zaczynają się zajęcia”. Zamiast tego przestrzeń jest podzielona na strefy pracy rozstawione wzdłuż ścian, a środek sali pozostaje pusty — właśnie tam dziecko rozkłada dywan, gdy woli pracować na podłodze, i tamtędy przebiega główna droga, którą porusza się grupa. Cała „oferta dnia” jest widoczna od progu: niskie półki z tacami, koszami i pudełkami, stoliki rozmiaru jednej lub dwóch osób, krzesełka ustawione frontem do stolika, nie do nauczyciela.
Ten układ jest informacją dla dziecka, nie dekoracją dla dorosłego. Sala tradycyjnego przedszkola komunikuje: tutaj siedzi się rzędem, tam stoi kącik zabaw, a ze ściany patrzy motyw przewodni sezonu. Sala Montessori komunikuje coś innego: tutaj jest praca, stąd ją bierzesz, tu ją odłożysz, a pomiędzy biegnie przestrzeń wspólna. Dziecko, które pierwszy raz wchodzi do takiego pomieszczenia, nie potrzebuje instrukcji — wystarczy mu kilka minut obserwacji, żeby zrozumieć, po co sięgać i dokąd nieść. Zasada „pomóż mi zrobić to samemu”, którą rodzice Montessori znają na pamięć, jest zapisana w architekturze pomieszczenia zanim ktokolwiek wypowie ją na głos.
Ważna jest również skala. Wszystko, z czego dziecko ma korzystać, znajduje się na jego wysokości: półki, wieszaki, umywalnia, haczyk na ścierkę, półka z książkami. To, co należy do dorosłego — szafa z dokumentami, kuchnia, szafki z zapasami — jest wyniesione poza obieg sali albo umieszczone tak, by nie tworzyło drugiego, „prawdziwszego” centrum pomieszczenia. Wysokość wzroku dziecka jest w tej sali wysokością, na której dzieje się życie.
Niskie półki i dostępność materiałów — zasada, nie dekoracja
Niskie półki są najbardziej rozpoznawalnym meblem sali Montessori i jednocześnie elementem, którego obecność ma najprostsze uzasadnienie funkcjonalne: dziecko musi widzieć materiał i sięgać do niego bez proszenia. Półka w sali Montessori jest niska, otwarta (bez drzwiczek, za którymi znika zawartość), płytka (każda taca widoczna w całości, nic nie stoi przed niczym) i ustawiona wzdłuż ściany tak, by dziecko podchodzące z jednej strony nie wywracało pracy dziecka podchodzącego z drugiej. Górna krawędź półki mieści się w zasięgu ręki stojącego dziecka — sięgnięcie po materiał nie może wymagać ani wspinania, ani wołania dorosłego.
Dostępność jest warunkiem samodzielności, a nie jej nagrodą. W pomieszczeniu, w którym zabawki trzymane są w skrzyni z pokrywą na antresoli, każde sięgnięcie po coś jest transakcją z dorosłym: poproś, poczekaj, podziękuj, oddaj. W pomieszczeniu z niskimi otwartymi półkami ta transakcja znika — dziecko widzi, wybiera, bierze, pracuje i odkłada, a dorosły dowiaduje się o całym cyklu dopiero z obserwacji. To z tego powodu półki w tej metodzie nie mają szklanych drzwi „dla bezpieczeństwa” ani zasłonek „dla estetyki”: każda z tych rzeczy przywracałaby pośrednika między dzieckiem a pracą.
Otwartość półki pełni jeszcze jedną funkcję, mniej oczywistą: pokazuje komplet. Taca z przelewaniem stoi z dzbankiem, szklankami i ściereczką — jeśli część brakuje, widać to natychmiast, jak brakującego listka w segregatorze. Zamknięta szuflada ukrywa niekompletność; otwarta półka sprawia, że materiał sam zgłasza swój stan. Dlatego prezentacja pracy zaczyna się i kończy przy półce: wzięcie tacy, przeniesienie jej dwiema rękami, praca, odłożenie dokładnie na to samo miejsce. Cała ta choreografia jest możliwa wyłącznie dlatego, że półka jest taka, jaka jest. Podejście, które stworzyła Maria Montessori, stawia przygotowane otoczenie w roli, która w sali tradycyjnej należy do nauczyciela — a niska, otwarta półka jest najbardziej fizycznym zapisem tego przekonania.
Strefy pracy — co stoi w każdej i jak wyznaczają ruch po sali
Strefy pracy w sali Montessori są rozstawione po obwodzie pomieszczenia i każda z nich odpowiada innemu obszarowi rozwoju: przy jednej ścianie pracuje się nad czynnościami praktycznymi, przy innej nad zmysłami, przy trzeciej nad językiem, przy czwartej nad matematyką. Rozmieszczenie nie jest przypadkowe — strefy, w których woda się przelewa i zboże przesypuje, trafiają bliżej umywalni i wejścia, a strefy wymagające najdłuższego skupienia dalej od ciągu komunikacyjnego, gdzie nikt nie przechodzi wzdłuż rozłożonej pracy. Środek sali pozostaje wolny: to przestrzeń dywanów, po której chodzi się dookoła, nie przez.
| Strefa pracy | Na czym pracuje dziecko | Czego ta strefa uczy |
|---|---|---|
| Życie praktyczne | Przelewanie wody, przesypywanie ziaren, krojenie owoców, mycie stołu, zapinanie guzików na ramce ubraniowej | Sekwencję kroków, dbanie o siebie i otoczenie, doprowadzanie czynności do końca |
| Sensoryczna | Różowa wieża, brązowe schody, cylindry, tablice faktur, pary dźwiękowe | Różnicowanie rozmiaru, kształtu, barwy, dźwięku i faktury — materiał sensoryczny izoluje jedną cechę naraz |
| Językowa | Litery szorstkie, ruchomy alfabet, karty trójdzielne, książki | Kształt i dźwięk litery, przygotowanie ręki do pisania, bogacenie słownictwa |
| Matematyczna | Pręty liczbowe, cyfry ze szorstkiej papieru, złote perły, wrzeciona | Ilość i jej symbol, budowanie systemu dziesiętnego, dokładność |
| Poznanie świata | Mapy konturowe, klasyfikacja roślin i zwierząt, kalendarz przyrody | Orientację w świecie szerszym niż sala, słownictwo naukowe, troskę o żywe |
Ruch po sali, który wynika z tego podziału, wygląda z zewnątrz jak powolny obieg: dziecko podchodzi do półki, wybiera tacę, zanosi ją do stolika albo na dywan, pracuje, odkłada i rusza po następną. W ciągu jednego poranka dziecko potrafi obejść wszystkie strefy, a grupa rozkłada się po pomieszczeniu nierównomiernie — gęściej przy życiu praktycznym tuż po śniadaniu, ciszej przy materiałach językowych w środku cyklu pracy. Ta sama zasada organizuje półkę wewnątrz strefy: materiały stoją od najprostszych po lewej do trudniejszych po prawej, co dziecko czyta ciałem, zanim zacznie czytać palcem — kierunek ten jest identyczny z kierunkiem pisania.
Warto przy tym zaznaczyć, czego w tym układzie nie ma: nie ma kącika lalek, nie ma stołu z „zabawkami na przemiennie” i nie ma regału z pudłami, z których „coś się wyciąga na chwileczkę”. Zabawa w sali Montessori nie jest zakazana — jest natomiast zorganizowana na tych samych zasadach co praca: ma swoje miejsce, swój komplet i swój czas odłożenia. Różnica między „bawieniem się” a „pracą” w tej metodzie i tak stopniowo zanika, bo oba te tryby wyglądają z zewnątrz identycznie: dziecko nad jednym, samodzielnie wybranym przedmiotem, przez dłuższą chwilę.
Dlaczego na półce stoi jeden egzemplarz każdego materiału?
Jeden egzemplarz każdego materiału to zasada społeczna wpisana w meble, a nie oszczędność budżetowa: skoro taca z przelewaniem jest na sali dokładnie jedna, to gdy pracuje z nią Hania, Antek nie może wziąć drugiej — musi poczekać, poprosić o możliwość obserwacji albo wybrać coś innego. W tradycyjnej sali, w której po dwadzieścia egzemplarzy każdego klocka, konflikt o przedmiot rozwiązuje zapas; w sali Montessori rozwiązuje go relacja. Czekanie na swoją kolej, obserwowanie pracy innego dziecka i szanowanie tego, że ktoś „ma” materiał, są codzienną praktyką społeczną, która nie wymaga ani jednej pogadanki na temat dzielenia się.
Ta zasada ma też drugą, cichszą stronę: chroni wartość samego materiału. Rzecz, której jest wiele, jest zasobem; rzecz, której jest jedna, jest pracą. Dziecko, które wie, że wieża różowa wróci na półkę dopiero, gdy kolega skończy, patrzy na cudzą pracę inaczej — z zainteresowaniem, czasem z niecierpliwością, ale też z szacunkiem dla tego, że tamto dziecko jeszcze nie skończyło. Rodzice obserwujący salę po raz pierwszy zwykle wskazują właśnie ten moment: dwójka dzieci przy jednej tacie, z których jedno pracuje, a drugie czeka z rękami na kolanach, bez dorosłego, który by ten układ pilnował.
Trzeba uczciwie dodać, że jedna sztuka nie oznacza odosobnienia. Nauczyciel może pomóc dziecku umówić się z kolegą na zamianę po zakończeniu pracy; starsze dzieci same proponują sobie przejęcie tacy „jak skończysz”; młodsze czasem po prostu siadają obok i patrzą. Egzemplarz jest jeden, ale osób wokół niego może być wiele — i to właśnie w tym napięciu, między dostępnością rzeczy a dostępnością osób, uczy się najwięcej o życiu w grupie.
Co kontrola błędu znaczy w układzie sali?
Kontrola błędu w sali Montessori zaczyna się od układu pomieszczenia, a nie od uwagi dorosłego: skoro każda rzecz ma jedno stałe miejsce, to brakujący element widać z drugiego końca sali, tak jak widać ziejącą dziurę w rzędzie książek na półce. Dziecko odkładające tacę z cylindrami natychmiast zauważa, że jeden cylinder został na dywanie; nie musi go szukać nikt inny, bo porządek sali sam wskazuje miejsce niespójności. W pomieszczeniu, w którym wszystko leży „mniej więcej gdzieś”, błąd jest niewidoczny — i dlatego też nieistniejący dla dziecka.
Drugi poziom kontroli błędu mieści się w samych materiałach. Wieża różowa ułożona w złej kolejności chwieje się i sama sygnalizuje pomyłkę; cylinder o złej średnicy nie wchodzi w otwór albo zostawia dziurę obok; pręt o złej długości wystaje poza wzór zapisany na kartce; szklanka do przelewania ma kreskę, powyżej której woda nie powinna sięgać. Żaden z tych błędów nie wymaga komentarza nauczyciela — materiał odpowiada dziecku bezpośrednio, a dziecko poprawia się bez wstydu, bo nikt nie wystawia oceny. Pełny przegląd tego, jak poszczególne pomoce sygnalizują pomyłkę i dlaczego zbudowano je właśnie tak, opisuje artykuł Materiały Montessori — czym się różnią od zabawek.
Trzeci poziom jest najdelikatniejszy: układ sali uczy dziecko przywracania porządku, zanim zauważy nieporządek jako problem. Taca wraca na kontur, dywan zwija się po zakończonej pracy, krzesło dosuwa pod stół, a plama wody zostaje wytarta ściereczką, która wisi obok. Kontrola błędu wpisana w przestrzeń działa więc w dwie strony — pokazuje dziecku jego własne pomyłki tak, że może je samo naprawić, i utrzymuje otoczenie w stanie, w którym następne dziecko zaczyna pracę od czystego początku. To jest praktyczne dopełnienie wrażliwego okresu na porządek: dziecko nie uczy się porządku z pouczeń, lecz z pomieszczenia, w którym porządek jest po prostu czytelny.
Jak sala zmienia się wraz z wiekiem dziecka?
Sala Montessori zmienia się z wiekiem dziecka proporcjami i wyposażeniem, ale nie logiką: pomieszczenie dla najmłodszych i pomieszczenie dla starszych różnią się skalą mebli, liczbą stref i ciężarem materiałów, podczas gdy zasada dostępności, jeden egzemplarz i stałe miejsca pozostają te same. W sali dla maluchów — między pierwszym a trzecim rokiem życia — półki są niższe i mniejsze, stref jest mniej, a przeważa życie praktyczne i ruch: przelewanie, przesypywanie, noszenie, wchodzenie na podest, ciągnięcie i pchanie. Materiały są większe, z wyraźnymi uchwytami, bo precyzja nadgarstka dopiero się kształtuje, a liczyć można na palcach jednej ręki, ile rzeczy naraz dziecko w tym wieku potrafi brać pod uwagę.
W sali przedszkolnej — dla dzieci od około trzeciego do szóstego roku życia — komplet stref się zamyka: do życia praktycznego i sensoryki dochodzą strefa językowa, matematyczna i poznania świata, a materiały stają się drobniejsze, bardziej precyzyjne i trudniejsze w obsłudze. To samo pomieszczenie przechodzi przy tym przemianę w ciągu trzech lat, bo grupa jest mieszana wiekowo: we wrześniu, po odejściu starszych, półki opadają o poziom — pojawiają się grube cylindry, proste przenoszenia i koszyki życia praktycznego — a wraz z każdym rokiem życia kohorty komplet rośnie, aż po literach szorstkich, złotych perłach i mapach konturowych, po czym cykl zaczyna się od nowa. Sala rośnie razem z dziećmi, które w niej siedzą.
Ta samodzielność układu ma praktyczny wniosek dla rodzica: wiek grupy widać w sali od progu, bez pytania kogokolwiek. Pomieszczenie z niską podestową drabinką, koszem piłek i tacami z łyżkami i miseczkami jest salą maluchów; pomieszczenie z mapami, ruchomym alfabetem i pojemnikami na złote perły jest salą starszych. Jeżeli podczas wizyty opis placówki i wygląd sali rozmijają się wyraźnie — na przykład w „grupie przedszkolnej” stoją wyłącznie materiały żłobkowe — warto zapytać, dlaczego, i posłuchać, czy odpowiedź ma związek z metodą, czy z wyposażeniem, którego nie dopełniono.
Cisza jako skutek układu przestrzeni
Cisza w sali Montessori nie jest wymuszona zakazem — jest wynikiem układu przestrzeni, który odbiera bodźcom możliwość zderzania się ze sobą. Każde dziecko pracuje nad jednym materiałem, na własnym dywanie lub przy własnym stoliku, w odległości, w której prace się nie zazębiają; narzędzia są z drewna, metalu, szkła i ceramiki, które dźwięczą miarowo, a nie grają; na ścianach wisi kilka obrazów, nie pięćdziesiąt plakatów; nikt nie prowadzi zajęć głosem zagłuszającym całą salę. Hałas w pomieszczeniu dla małych dzieci powstaje zwykle z równoczesności — wiele rzeczy naraz, wielu dorosłych naraz, wielu bodźców naraz — a ta sala równoczesność systematycznie rozkłada na ciągi pojedynczych prac.
Rodzice, którzy znają to z doświadczenia, mówią o tym wprost:
w tym nurcie pedagogiki bardzo dużą wagę przywiązuje się do pracy w skupieniu
— grru, forum.gazeta.pl, dział eMama, 2019-02-07
Praca w skupieniu jest tu wartością, wokół której urządza się przestrzeń: dorosły nie przerywa pochłoniętemu dziecku, materiały nie grają same z siebie, a odległości między miejscami pracy są wystarczające, żeby przejście jednego dziecka nie rozbiło koncentracji drugiego. To właśnie z tego układu, a nie z numeru na drzwiach, wynika spokój, który rodzice odwiedzający salę Montessori opisują jako pierwszą rzecz, która ich zaskoczyła. Cisza nie jest tam celem samym w sobie — jest warunkiem, w którym dziecko może zostać z pracą tak długo, jak wymaga tego jego własne tempo.
Warto odróżnić tę ciszę od ciszy narzuconej. W pomieszczeniu, w którym dorosły ucisza dzieci, spokój jest stanem przykrytym czuwaniem i znika w chwili, gdy czuwanie ustaje. W pomieszczeniu zorganizowanym tak, że każdy ma swoje miejsce, swoją pracę i swój czas, spokój jest stanem naturalnym — dzieci rozmawiają, śmieją się, proszą się nawzajem o pomoc, ale robią to głosem dopasowanym do odległości jednego stolika, bo większy po prostu nie jest potrzebny. Rodzic rozpoznaje różnicę natychmiast: w pierwszej sali słychać dorosłego, w drugiej — dzieci.
Sala w placówce a pokój dziecka w domu — dwie różne przestrzenie
Sala Montessori w placówce i pokój dziecka urządzone w duchu Montessori w domu opierają się na tych samych zasadach — dostępność, ograniczona liczba rzeczy na widoku, stałe miejsca, naturalne materiały — ale nie są tą samą przestrzenią i nie próbują nią być. Sala obsługuje jednocześnie wiele dzieci w różnym wieku, dlatego działa jako komplet: pełny zestaw stref, jeden egzemplarz każdego materiału, meble przeskalowane pod grupę i przestrzeń wspólna na środku. Pokój w domu obsługuje jedno, dwoje dzieci, dlatego działa jako adaptacja: kilka rzeczy na półce, rotacja zamiast pełnego kompletu i zgoda na to, że obok łóżka podłogowego zostanie szafa rodziców.
Największa różnica leży w tym, czego przestrzeń uczy społecznie. Sala z jednym egzemplarzem uczy czekania, obserwacji i szacunku dla cudzej pracy — rzeczy, których nie da się wytrenować w pomieszczeniu, w którym dziecko jest samo. Pokój domowy uczy z kolei rzeczy, których sala nie nauczy: utrzymania porządku na dłużej niż trzy godziny, negocjowania przestrzeni z resztą mieszkania i życia z tym, że świat nie kończy się na jednej półce. Dlatego przenoszenie sali przedszkolnej do mieszkania metr w metr bywa zawodne — i dlatego osobny przewodnik Pokój dziecka w duchu Montessori opisuje urządzenie domu od zera, zamiast pomniejszać opis placówki.
Granica między tymi przestrzeniami bywa źródłem nieporozumień: zdjęcie pięknej sali znalezione w internecie nie jest instrukcją urządzania mieszkania, a domowa półka z sześcioma zabawkami nie jest uboższą wersją przedszkola. To dwa zastosowania jednej zasady — otoczenie przygotowane do skali, w której ma pracować. Jeżeli po lekturze tej strony zastanawiasz się, co z tego przenieść do mieszkania, prawidłowa kolejność jest odwrotna, niż się wydaje: najpierw obserwacja, po co twoje dziecko realnie sięga, a dopiero potem meble — dokładnie tak samo, jak robi to nauczyciel, stawiający tacę na półce sali.
FAQ — najczęstsze pytania o salę Montessori
Jak wygląda sala Montessori?
Pomieszczenie bez frontu: strefy pracy rozstawione wzdłuż ścian (życie praktyczne, materiał sensoryczny, język, matematyka, poznanie świata), pusty środek na dywany, niskie otwarte półki z jednym egzemplarzem każdego materiału, meble na wysokości dziecka i ściany z kilkoma obrazami na poziomie wzroku dziecka. Nie ma tablicy, biurka nauczyciela ani kącika zabaw — cała przestrzeń jest jednym miejscem pracy.
Czym sala Montessori różni się od sali tradycyjnego przedszkola?
Przede wszystkim brakiem centrum: w sali tradycyjnej meble zwrócone są do nauczyciela i tablicy, a dzieci siedzą wspólnie przy jednym zadaniu; w sali Montessori meble zwrócone są do półek i własnej pracy, a każde dziecko wybiera materiał samo. Do tego dochodzą meble na wysokości dziecka, naturalne materiały zamiast plastiku i zasada jednego egzemplarza, zamiast wielu kopii tej samej zabawki.
Ile materiałów stoi na półce w sali Montessori?
Nie ma jednej obowiązującej liczby — komplet zależy od wieku grupy, etapu roku i liczby stref, jakie pomieszczenie pomieści. Zasadą jest co innego: na półce stoi tyle materiałów, by każdy był kompletny, widoczny i dostępny, i dokładnie jeden egzemplarz każdego. Ograniczenie liczby rzeczy na widoku służy koncentracji — dziecko widzi ofertę w całości, zamiast przeszukiwać stos.
Dlaczego w sali Montessori jest tak cicho?
Bo układ przestrzeni rozdziela źródła hałasu: każde dziecko pracuje nad jednym materiałem, we własnym miejscu, a głośność rozmowy dopasowuje się do odległości jednego stolika. Cisza wynika z rozkładu prac i z materii pomocy (drewno, metal, szkło), a nie z zakazu — dlatego utrzymuje się sama, bez ciągłego uciszania przez dorosłego.
Czy dziecko samo sprząta po sobie w sali Montessori?
Tak — odłożenie tacy na stałe miejsce, zwinięcie dywanu i wytarcie rozlanej wody są częścią samej pracy, nie osobną czynnością po niej. Układ sali to umożliwia: każda rzecz ma jedno miejsce, ściereczka wisi obok umywalni, a porządek jest na tyle czytelny, że dziecko samo widzi, co zostało niedokończone. Na początku roku nauczyciel pokazuje te czynności krok po kroku; potem stają się nawykiem.
Czy salę Montessori da się odtworzyć w domu?
Zasady tak — dostępność, mało rzeczy na widoku, stałe miejsca, jeden egzemplarz — ale skala nie: dom nie pomieści pełnego kompletu stref i nie odtworzy społecznego wymiaru sali, w której czeka się na jedną tacę. W domu stosuje się adaptację, nie kopię, i na tym polu osobny przewodnik Pokój dziecka w duchu Montessori prowadzi za rękę.
Wróć na chwilę do drzwi, przy których zaczęła się ta strona. Hania dolała wodę do ostatniej szklanki, zaniosła tacę na półkę i odsunęła krzesło, żeby przepuścić przechodzące dziecko; Antek dołożył najmniejszą kostkę na szczyt wieży i przez chwilę patrzy na nią od dołu, z rękami na kolanach. Nauczycielka dopisała jedną linijkę w zeszycie i nie wstała. Wszystko, co się właśnie wydarzyło, wydarzyło się w układzie, który je umożliwił — strefy wzdłuż ścian, półki na wysokości sięgającej ręki, po jednym egzemplarzu i pusty środek sali: sala Montessori to przestrzeń zaprojektowana tak, żeby dziecko nie musiało prosić o pozwolenie, żeby działać.
Jeśli chcesz zobaczyć taką salę na żywo — przejść między strefami, usiąść na dywanie na wysokości dziecka i popatrzeć, jak wygląda praca w skupieniu — poznaj MOC Montessori na Białołęce: placówkę, w której obok siebie działają żłobek i przedszkole, w obu pracuje ta sama metoda Montessori, a ciągłość edukacyjna oznacza jedną grupę mieszaną wiekowo od pierwszych lat aż do szkoły. Wizyta w godzinach pracy sali powie o układzie przestrzeni więcej niż każdy opis, łącznie z tym.